Uncategorized

Śladami Polaków internowanych na Węgrzech w czasie II Wojny Światowej

Śladami Polaków internowanych na Węgrzech w czasie II Wojny Światowej.

Członkowie Stowarzyszenia „Portius” Zbigniew Ungeheuer i Stanisław Materniak wraz z zaproszonymi gośćmi ze Stowarzyszenia „Zdrowie i Natura” w dniach od 10 do 12 listopada 2012 roku odwiedzili kilka miejscowości położonych na południu Słowacji tuż przy granicy z Węgrami, oraz przyjazne nam miasto Sarospatak. Piątkowym wczesnym porankiem ruszyliśmy z Krosna, aby po kilku godzinach zawitać do miejscowości Vel’ka Calomija. Wybraliśmy trudną, ale piękną trasę, przez Volovskie vrchy, jechaliśmy przez wysokie przełęcze kręta stromą drogą do regionu Gemera. Piękne widoki gór i dolin w porannym jesiennym słońcu zostaną nam długo w pamięci.

Wjechaliśmy na tereny gdzie większość mieszkańców jest Węgrami. Po drodze podziwialiśmy starą zabytkową architekturę mijanych miejscowości i zatrzymywaliśmy się na krótkie postoje oglądając wznoszące się nad nami zamki i kastiele.. Szkoda, że czasami mgła bardzo utrudniała widoczność. Dotarliśmy do Vel’kej Calomije. Tutaj byliśmy uczestnikami konferencji poświęconej osobie Janosa Esterhazego znanego węgierskiego polityka i społecznika. Osoba ta zasłużyła się podczas II Wojny Światowej w ratowaniu ludności pochodzenia żydowskiego jak również polskich żołnierzy, którzy byli internowani po przejściu na Węgry. Między innymi osobiście przewiózł do Budapesztu gen. Kazimierza Sosnkowskiego a tym samym został ocalony przyszły wielki dowódca Wojska Polskiego na zachodzie. Rodzina hr. Esterhazy jest od pokoleń związana z Polską, matka Janosa była Polką. Podczas konferencji zobaczyliśmy filmy poświęcone hr. Esterhazemu oraz wysłuchaliśmy kilku odczytów dotyczących jego życia i działalności.

Pogmatwane wojenne i powojenne losy tej części Europy zaważyły na tragicznym losie hr. Esterhazy. Dla nas Polaków a szczególnie dla Węgrów ta postać jest przykładem bohaterstwa i odwagi jednostki w ratowaniu bliźnich, natomiast dla polityków powojennej Czechosłowacji była to osoba politycznie niebezpieczna. Po aresztowaniu przez NKWD został wywieziony na Syberię i w tym czasie został skazany na karę śmierci przez sąd słowacki, którą zamieniono na wiezienie, po jego powrocie z ZSRR. Zmarł podczas odbywania kary więzienia w 1957 roku mając 56 lat. Ot smutne i tragiczne losy człowieka wplątane w rzeczywistość ówczesnej Europy.

Ważnym punktem spotkania była prezentacja wspaniałego albumu pt. „Pamięć” autorstwa Krystyny i Grzegorza Łubczyk, przy wydatnej współpracy Krzysztofa Duckiego. Ambasador Łubczyk znakomicie zaprezentował II tom albumu opowiadając o historii przyjęcia polskich żołnierzy i ludności cywilnej przez Węgrów po klęsce wrześniowej. Dla słuchaczy było to bardzo wzruszające, bo to ich rodzice i dziadkowie w odruchu serca dali gościnę ponad 110, 0 tysiącom polskich uchodźców. Całe spotkanie zostało zorganizowane przez węgierską diasporę na Słowacji i jej przewodniczącego Belę Hrubika oraz radcę ambasady Węgier w Polsce Pana Imre Molnara.

Po spotkaniu odbyła się uroczystość odsłonięcia obelisku z reliefem poświęconemu postaci hr. Janosa Esterhazy. Tutaj Stowarzyszenie „Portius” godnie reprezentował prezes Zbigniew Ungeheuer. Odsłonięcia pomnika dokonali starosta Michal Nagy oraz pani Łastowiecka, której babka była siostrą Janosa Esterhazego, po mężu hr. Mycielska. Więcej o historii tych dwóch węgiersko-polskich rodach Esterhazych i Mycielskich można przeczytać na stronie Stowarzyszenia „Portius”.

Wzruszającym momentem pobytu w Wel’kej Calomiji były odwiedziny kościoła i cmentarza. W kościele zachował się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który zostawili polscy żołnierze przebywający w tej miejscowości w czasie wojny. Natomiast na cmentarzu zapaliliśmy znicze na grobie polskiego żołnierza, który tutaj znalazł swoje miejsce wiecznego spoczynku po śmierci w odmętach pobliskiej rzeki Iplom. Niezwykle wzruszającym momentem było spotkanie z ponad dziewięćdziesięcioletnią Węgierką, która przez siedemdziesiąt lat opiekuje się tym grobem. Okazało się, że pochowany żołnierz Andrzej Paruch był z jednostki KOP z Dukli. Może znalazłaby się jego rodzina?

 

Gospodarze zrobili nam jeszcze jedną atrakcję, zabrali nas do XII wiecznego kościoła w miejscowości Balog nad Iplom (Węg. Ipolybalog) gdzie zobaczyliśmy wierną kopię korony Św. Stefana. Została wykonana na pamiątkę przechowywania w tym kościółku oryginalnej korony króla Stefana, gdy była przewożona do Czech przez czeskiego z kolei króla, Wacława. Te kościoły, w których była korona Św. Stefana mają na wieży zamiast krzyża kopię królewskiej świętej korony. Taką korona jest zwieńczona np. wieża katedry Św. Marcina w Bratysławie, gdzie było koronowanych 18 węgierskich królów. Pokazana przez księdza proboszcza kopia korony jest przechowywana w sejfie zamontowanym we wnęce gdzie kiedyś przed wiekami była schowana oryginalna. Kopia korony jest bardzo pieczołowicie wykonana, każdy element dokładnie odpowiada oryginałowi. Wg informacji księdza kosztowała ok. 20, 0 milionów forintów. Ze względu na to, ze oryginał jest trudny do obejrzenia, bowiem od 2000 roku jest wystawiony w holu pod główną kopułą węgierskiego parlamenty w Budapeszcie, takie bezpośrednie spotkanie z najcenniejszym zabytkiem Węgier w doskonałej kopii w wiejskim kościółku na terenie obecnej Słowacji było samo w sobie dość niezwykłe…

Wieczorem w miejscowości Vinica (Węg. Ipolynyek) byliśmy podejmowani przez znanego miejscowego winiarza Ladislava Zsigmond’a i w jego piwnicy degustowaliśmy produkowane tutaj wina. Czas płynął szybko, rozmowy przyjaciół były serdeczne i bardzo treściwe…

W niedzielę przez Miszkolc Topolca, gdzie pławiliśmy się w podziemnych basenach, dojechaliśmy do Sarospatak. Jako, że był to Dzień Świętego Marcina, zostaliśmy podjęci kolacją według starej węgierskiej tradycji, która mówi, że w ten dzień należy spożywać dania z gęsi i pić młode wino z tegorocznego zbioru, to przyniesie pomyślność i szczęście w całym nadchodzącym roku. Takoż zaserwowano przedni gęsi smalec, gęsie pasztety i pieczoną gęsinę podaną z czerwoną kapustą i ziemniaczanym puree. Do tego młody, jeszcze mętny furmint i pomyślność w nadchodzącym bliskim i dalszym czasie gwarantowana…

W poniedziałek odwiedziliśmy Kolegium Kalwińskie, zasłużoną kilkusetletnią szkołę, gdzie z inicjatywy Vadima Vozdvizhenskiego, został przekazany olejny portret generała Jegorowa, tego jegomościa z Armii Czerwonej, który dowodził wojskami rosyjskimi wkraczającymi do Sarospatak pod koniec II Wojny Światowej. Miasto nie ucierpiało zbyt mocno, natomiast Rosjanie zabrali jedną z najcenniejszych książek biblioteki kolegium – napisaną w języku polskim XV wieczną biblię, która kiedyś należała do królowej Zofii żony króla Władysława Jagiełły. Teraz, ta cenna pamiątka jest w Moskwie i mimo ponad dwudziestoletnich starań węgierskich, nadal stanowi wojenne trofeum. Po południu uczestniczyliśmy w sarospatockiej prezentacji albumu „Pamięć II”, gdzie po raz kolejny autor Grzegorz Łubczyk wzruszająco opowiadał o węgierskiej gościnności i opiece nad polskimi uchodźcami.

Po prezentacji książki, członkowie Stowarzyszenia „Zdrowie i Natura”, pani Anna Szopa, Marek Kiełtyka i Marcin Gieroń przygotowali poczęstunek wspaniałym ekologicznym pieczywem z piekarni w Łężanach, które doskonale współgrało ze smakiem tokajskiego wina. Krótki, ale bardzo treściwy pobyt dobiegał końca, została tylko trudna deszczowa droga powrotna do Krosna, o której najlepiej zapomnieć…